Szukaj

Religia

W 40. rocznicę śmierci

2004-09-18

Mowa żałobna w dniu pogrzebu Księdza Arcybiskupa Józefa Gawliny wygłoszona w Rzymie w dniu 24 września 1964 roku


Słowa pożegnalne nad trumną Księdza Arcybiskupa Józefa Gawliny, biskupa polowego Wojsk Polskich, wypowiedziane równo 40 lat temu przez Ks. biskupa Herberta Bednorza, wówczas jeszcze biskupa koadiutora Stanisława Adamskiego, do niedawna w Polsce, a także gdzie indziej były prawie nieznane.

Pięć lat temu z okazji 35. rocznicy śmierci arcybiskupa Gawliny ukazały się drukiem w Wiadomościach Diecezjalnych - Katowice 9/1999 rok.

Tekst mowy załobnej podał do druku i wstępem opatrzył ks. Romuald Rak. We wstępie ks. Rak pisze: "Ksiądz Arcybiskup zmarł w czasach obrad III Sesji Soboru Watykańskiego II, która rozpoczęła się w dniu 14 września 1964 r. W tym czasie znalazłem w Rzymie razem z ówczesnym profesorem a potem rektorem seminarium katowickiego, dzisiejszym zaś arcybiskupem białostockim, Stanisławem Szymeckim. Zaprosił nas wtedy ks. biskup koadiutor Bednorz do Rzymu, byśmy sobie zobaczyli jak przebiegają obrady Soboru. Nasz udział w pierwszych dniach sesji był dla nas wtedy ogromnym przeżyciem, spotęgowanym jeszcze niespodzianą śmiercią ks. arcybiskupa Gawliny, która nastąpiła 21 września 1964. Kilka dni wcześniej złożyliśmy księdzu Arcybiskupowi wraz z biskupem pomocniczym katowickim Juliuszem Bieńkiem wizytę. Nic wtedy nie zapowiadało jego śmierci.

Uroczystości pogrzebowe odbyły się 24 września w bazylice św. Wawrzyńca, tuż obok centralnego cmentarza rzymskiego na Campo Verano, dokąd po uroczystościach przeniesiono doczesne szczątki Arcybiskupa. Tam znalazły one tymczasowe miejsce spoczynku, dopóki nie przeniesiono ich później na cmentarz żołnierzy polskich pod Monte Cassino. Arcybiskup chciał być bowiem pochowany wśród polskich żołnierzy, których otaczał na wszystkich frontach II wojny światowej swoją duszpasterską opieką.

W uroczystościach pogrzebowaych wziął udział prawie cały Episkopat Polski, cała Polonia rzymska oraz wiele biskupów oraz kardynałów włoskich i zagranicznych. Mowę pogrzebowę wygłosił ks. biskup Herbert Bednorz w języku polskim, a był do tego niejako predestynowany, gdyż arcybiskupa Gawlinę znał już od 1931r., był bowiem jego wikarym w parafii św. Barbary w Chorzowie aż do nominacji Józefa Gawliny na biskupa polowego wojsk polskich w 1933r."

Ks. Romuald Rak dodaje jeszcze: "W Polsce nie było możliwosći druku tejże mowy, były to bowiem lata cenzury państwowej, reżimu ateistyczno-komunistycznego... Znalazłem jednak pisaną na maszynie odbitkę tej mowy (..). Wydaje się, że będzie dobrym przyczynkiem do historii i działalności arcybiskupa Gawliny. Sama mowa pogrzebowa jest piękna i warto ją przypomnieć. A oto jej treść:

Bp Herbert Bednorz

Drodzy słuchacze!

Było to w ostatnią niedzielę po południu, gdy śp. Arcybiskup Gawlina wrócił z Albano, usiadł w fotelu, wziął do ręki brewiarz i czytał głośno i powoli psalm 60. Znał ten psalm bardzo dobrze. Zagłębił się już w nim raz w decydującym momencie swego życia, gdy wyniesiony został z proboszcza ludnej parafii robotniczej św. Barbary w Chorzowie do godności Biskupa Polowego Wojsk Polskch. Wydobył wtedy z tego psalmu swoje hasło i zawołanie biskupie, które brzmi: "Turris fortis- contra inimicum"- "Wieżą nie do zdobycia przez nieprzyjaciela- jest Pan." (Ps.60.4). Teraz zaś, jak sam swym domownikom z uśmiechem opowiadał, znalazł w nim najlepszy cytat do mowy pogrzebowej, którą można by wygłosić nad jego grobem. Cytat ten brzmi: "Ab extremis terrae ad Te damo, cum deficit cor meum"- "Z krańców ziemi do Ciebie wołam, teraz, gdy słabnie moje serce" (w. 3). I tak to było dosłownie jak w psalmie napisano: Do północy Arcybiskup intesywnie pracował, przygotowywał bowiem mowę swoją, którą miał nazajutrz wygłosić na Soborze, potem nagle zasłablo serce i szybko skonał. Był do tego dobrze przygotowany nie tylko Spowiedzią św. którą dwa dni przedtem odprawił, był do tego przygotowany westchnieniem psalmisty: "Ab extremis terrae ad Te damo, cum deficit cor meum".

śp. Ks. Arcybiskup Gawlina chętnie opowiadał o ciekawych epizodach swego bardzo urozmaiconego życia. Kiedyś mówił, że matka jego, gdy miał się urodzić, musiała uciekać z własnego domu, który zaczął się palić. Jej syn, Józef, przyszedł więc na świat w obcym domu. Ten szczegół z najwcześniejszego dzieciństwa wzięty, zmarły Arcybiskup często powtarzał: "Będę musiał się bardzo wiele tułać. Życie moje będzie trudne, mozolne."Tak się tez stało. Już gimnazjum musiał dwa razy zmianiać, m.in. i dlatego, że przyznawał się do polskości. Studiów teologicznych też nie skończył, gdyż po wybuchu I wojny światowej został zaciągnięty do wojska. Dostał się do niewoli, święcenia kapłańskie otrzymał więc dopiero w 1921r. we Wrocławiu. Po święceniach kilka tylko lat pracował spokojnie w duszpasterstwie na Górnym śląsku. Natępnie przeniósł sie ze śląska do Warszawy, by tam prowadzić założoną przez Episkopat Polski Katolicką Agencje Prasową. w 1931r. został mianowany proboszczem parafii św. Barbary w Chorzowie, wrócił jednak po dwóch latach znów do Warszawy, ale już w charakterze biskupa polowego, którego diecezja rozciagała się, że tak powiem, na całą Polskę, na wszystkie garnizony wojskowe. W zwiazku z tym Arcybiskup Gawlina przenosił się z miejsca na miejsce, by spełniać swojeobowiązki arcypasterskie.

Ten koczowniczy tryb życia wzmógł się jeszcze, gdy wojska polskie po klęsce 1939r. walecznie biły sie razem z aliantami na rozmaitych frontach II wojny światowej. Gdzie żołnierz polski stał i walczył, obojętnie czy w Europie czy Azji, tam zjawiał się biskup polowy Józef Gawlina. Raz i drugi został ranny, mimo to ciągle był w drodze. W czasie wojny przeleciał przeszło milion kilometrów w powietrzu tylko po to, by być blisko swoich drogich żołnierzy. Rozumiemy teraz też i to, że arcybiskup Gawlina życzył sobie, by ostatecznie mógł być pochowany na Monte Cassino, wśród żołnierzy polskich, którzy okryli się nieśmertelną sławą. Jesteśmy pewni, że to wkrótce nastąpi. Tam, na Monte Cassino, jest najwłaściwsze dla niego miejsce wiecznego spoczynku.

Gdy zaś II wojna swiatowa skończyła się, poświęcił sie polskiej emigracji, rozrzuconej po całym świecie. Zaraz po zakończeniu działań wojennych odwiedził w Niemczech 400 obozów deportowanych Polaków. Był to ogromny wysiłek. Ale na tym nie poprzestał. Z Niemiec przenosił się do innych krajów Europy, do Ameryki i Australii, aby tylko przyjść z pomocą i pociechą biednym emigrantom polskim, z którymi czuł się jak najściślej związany. Współpracował też z duszpasterzami emigracynjymi, dla których wydał mesięcznik "Duszpasterz Polski za Granicą". Przez nich docierał do wielkiej rzeszy 7 milionów emigrantów polskich. Emigracja polska bedzie to musiała sobie uswiadomić, zwłaszcza gdy zauważy, jak tudno znaleźć poza Ojczyzną kogoś, któryby mógł zharmonizować i pod wspólny mianownik katolicki i polski sprowadzić różne, nieraz sprzeczne i przeciwstawne, tendecje. Im więcej będziemy się oddalać w czasie od Zmarłego, tym bardziej bedziemy doceniali Jego wielką rolę, jaką odgrywał w czasie wojny i w okresie powojennym, Jego zasługi dla emigracji polskiej, dla żołnierzy naszych, Jego poświęcenie się dla Kościoła i dla Ojczyzny.

Trudno w tym krótkim słowie pośmiertnym omówić szczegółowo całe w różnorakie i doniosłe wydarzenia bogate życie zmarłego Arcybiskupa. Nakreślilismy tylko najciekawsze i najbardziej charakterystyczne fakty i epizody Jego życia. Ale już z tego krótkiego szkicu biograficznego wynika, że nasz Zmarły był nieprzecietną i wielką osobowością, która jest ozdobą i Kościoła i Polski. Gdy Arcybiskup niedawno obchodził 30-lecie otrzymania sakry biskupiej, wtedy Jego Eminecja Ks. Kardynał Prymas Stefan Wyszyński powiedział: Arcybiskup Józef Gawlina jest postacia historyczną, zwiazaną z II wojną światową i z okresem po niej następujacym." To jest prawda, która wcześniej czy później ujawni się i uwypukli w dziejopisarstwie polskim. Studiujący tę postać powiedzą, że Arcybiskup miał dwa ideały życiowe: Kościół i Ojczyznę. Stały się one myślami przewodnimi i kierowniczymi w całości Jego poczynań. Wszystkie inne sprawy, które nie mieściły się w ramach Kościoła i Ojczyzny, Arcybiskup Gawlina z żelazną konsekwencją oddalał i odsuwał od siebie. Za wszelka cenę chciał bowiem pozostać wiernym Kościołowi i Ojczyźnie, dla których to wartości żył, pracował i cierpiał. Kościół i Ojczyzna! Zanim jeszcze Sobór Watykański II wysunął zagadnienie Kościoła, będącego głównym tematem dla swoich rozważań i uchwał, Ksiądz Arcybiskup Gawlina uczynil Kosciół głównym tematem swojego żcyia i swojej działalnosci. Najgłębsze korzenie tej na wskroś katolickiej postawy tkwią w latach dziecięcych Józefa Gawliny, którym opiekowała sie dobra i świątobliwa matka śląska. Potem sama Jego misja kapłańska i biskupia nakłaniały go do tego, że zawsze wiernie służy swemu Kościołowi. Kościół o tym pamięta. Gdy arcybiskup Felici, sekretarz generalny Soboru ogłosił zebranym na Soborze biskupom nagłą jego śmierć, nazwał go "Verus Pastor", prawdziwie był pasterzem. Ojczyznę swoja kochał i dla niej działał, bo taka jest nasza polska tradycja. Ale poza tą ogólną przyczyną istnieje jeszcze specjalny powód, który pobudzał go do szczególnej miłości Ojczyzny.

Pochodził ze śląska, który przez 600 lat oderwany od Macierzy Polskiej, nie zapomniał swego języka i swojej Ojczyzny. Gdy ją na nowo odnalazł, gorąco Ją umiłował. Może największym bólem i tragedią było dla niego to, że od 25. lat nie było Mu dane wrócić na "Ojczyzny łono". Tęsknił za Ojczyzna jak jeszcze w ostatnim liście o tym napisał. Tęsknota ta nie przerodziła się jednak w gorycz, lecz w coraz gorętszą miłośc Ojczyzny. Gdy śp. Arcybiskup zaczął wydawać roczniki "Sacrum Poloniae Millennium" wtedy nieraz mawiał: "Chciałbym aby w tym monumentalnym wydawnictwie ujawniło się to, co Kościół dał Polsce, i co Polska dała Kościołowi." W tych autentcznych słowach przejawia sie jedna z doniosłych dążności Zmarłego Arcybiskupa, by Polska i Kościół wzajemnie się nie zwalczały, lecz raczej uzupełniały się, mile ze sobą współdziałały i współpracowały. Módlmy się za spokój duszy śp. Księdza Arcybiskupa Józefa. Czyńmy to często. Zachęcam też do odprawienia w Jego intencji Ofiary Mszy św. Teraz zaś powtórzmy za jedną z pokutnych antyfon, opartą na Księdze Tobiasza (Tb 3,3):

Wspomnij Panie, na mnie, nie mścij się za grzechy nasze, i nie pamiętaj o naszych lub naszych ojców winach.

Amen.

z: "BRZESKI PARAFIANIN"

Racibórz-Brzezie, 1(45)/2000


Szukaj podobnych artykułów:
GAWLINARELIGIA
reklama
Wczytywanie...Dodaj komentarz >>
reklama

Inne artykuły w serwisie Religia

Pogranicznicy pielgrzymowali do Częstochowy

2014-08-18

Funkcjonariusze i pracownicy Straży Granicznej wzięli udział w corocznej pielgrzymce zorganizowanej w ramach XXIII Międzynarodowej Pielgrzymki Wojskowej.

Pielgrzymi wyruszyli na Jasną Górę

2014-08-18

38. piesza pielgrzymka diecezji opolskiej na Jasną Górę rozpoczęta. Raciborski strumień wyruszył w poniedziałkowe przedpołudnie. Pątnicy do celu dotrą 23 sierpnia.

Homilia niemieckiego ordynariusza w Rudach

2014-08-17

Wiara w Boga jest dzisiaj jak nawigacja samochodowa. Bez niej łatwo zgubić się w trasie,lub nawet spaść w przepaść

Wielkie święto kościelne i państwowe – 15 sierpnia

2014-08-15

Już w V wieku znane było w Palestynie i Syrii, obchodzone lokalnie w sanktuarium maryjnym niedaleko Betlejem.

Zagrają Panu po raz 23

2014-08-08

Wielkimi krokami zbliża Festiwal Spotkałem Pana. W tym roku odbędzie się on 13 września 2014 r. na dziedzińcu Zamku Piastowskiego w Raciborzu.

Ostatnio komentowane artykuły
Polecane artykuły na forum
reklama
reklama
Promowane firmy

Na skróty

> o wydawnictwie - reklama w mediach - praca - kontakt <
Copyright © 2001 - 2014 Raciborskie Media  Raciborskie Media