Publicystyka
Radny, który ma kręgosłup - felieton Marka Rapnickiego
2010-03-18
Tyle tylko, że bez refleksji nad zaniechaniami i błędami poprzedników, a także własnymi, trudno wypracować nową jakość, a o to tutaj chodzi. Druga myśl jest taka, że polityka jest domeną procesów zbiorowych i lokowanie wszystkich plag życia samorządowego na jednej głowie jest nieporozumieniem. Żaden sukces, ani żadna klęska nie jest dziełem jednego człowieka. Ani Kolumb sam nie odkrył Ameryki, ani Marszałek Piłsudski sam nie dokonał Cudu nad Wisłą. Nawet Stalin sam nie zniszczył Polski, najpierw zrobił to razem z Hitlerem, a potem – z Aliantami. Błądzi więc Ryszard Frączek ogłaszając w swoich "Obliczach", że "od blisko dwudziestu lat miastem rządzi "Grupa Wojnara"". Poruszając jeden "temat tabu" omija wiele innych. Ta niepotrzebna apoteoza gminnego demiurga zakłada, że jedna osoba trzyma (i trzymała) wszystkie nici władzy w swym ręku. To oczywista nieprawda, bo autor artykułu wie bardzo dobrze o kluczowej roli choćby Andrzeja Markowiaka, prezydenta Miasta, przez dobre 10 lat z okładem. Prostym powodem owej roli było zwycięstwo w wyborach 1994 Towarzystwa Miłośników Ziemi Raciborskiej oraz Ruchu Samorządowego "Racibórz 2000" oraz utworzona wówczas koalicja, raczej samorządowa niż partyjna. Pozostaje pytanie, kiedy współpraca owych ugrupowań zaczęła się wynaturzać; czy w trakcie przedłużającej się budowy oczyszczalni ścieków, czy w chwili niszczenia Raciborskiego Domu Kultury jako instytucji?
Dziś mało kogo to obchodzi, ale warto pamiętać, że każdy samorządowy "dym" ma swój "ogień", a po Raciborzu chodzi tyle samo "żołnierzy" Wojnara, co Markowiaka. Tyle wstępu.
A co z naszym kandydatem na radnego?
Kandydat na radnego powinien mieć kręgosłup. Kręgosłup przydaje się do utrzymania postawy pionowej; zwłaszcza w przełomowych chwilach, kiedy "wodzowie" lubią i potrafią uruchamiać w podległych grupach odruch stadny, który inaczej zwie się "huzia na Józia!"
Ot, na przykład: warto mieć kręgosłup, kiedy nocą (tak, tak!) powstaje lista proskrypcyjna przeciwko lokalnemu notablowi, który jeszcze wczoraj słyszał od nas głosy poparcia i zrozumienia. Podpisać czy nie podpisać? Jeśli nie – można stracić własną funkcję; jeśli tak – można niedługo zostać starostą, albo i posłem. "Nie" mówią zwykle trzy, cztery osoby! Wybieraj, rajco miejski lub powiatowy!
Albo wtedy, gdy budowane są ronda o średnicy kapelusza Zorro, grożące śmiercią lub kalectwem, na których nawet mercedes-benz o najlepszym na świecie promieniu skrętu ma kłopoty; wtedy trzeba mieć kręgosłup i przyjść na sesję z... centymetrem i wytłumaczyć, że w trosce o zdrowie tych, co nas wybrali, nie wolno tworzyć rond, wzbudzających ochotę "cięcia na kreskę", bez używania migaczy...
Albo wtedy, gdy – bazując na własnej większości – nagina się prawo dla dobra swoich (Jarosz), aby niedługo potem podobny paragraf wykorzystać przeciw przeciwnikowi (Urbas); wtedy też trzeba mieć kręgosłup i krzyknąć do "swoich": przestańcie, wstyd, ludzie patrzą!
Trzeba też mieć kręgosłup, kiedy w takiej czy innej bezpłatnej imprezie plenerowej, za grube setki tysięcy, pada sakramentalne "dziękujemy Panu Prezydentowi za tak wspaniałe"... Trzeba dodać: puszczenie z dymem głośników takiej forsy, która służy własnej reklamie, a mogłaby być spożytkowana na wiele sensownych celów w naszej wcale nie bogatej gminie.
Wreszcie trzeba stawiać się na własną egzekucję, bo ten proceder bez skazanego też zamienia się w farsę. Trzeba wygłosić ostatnie słowo, to się należy galerii! Trzeba się pojawić choćby po to, by uścisnąć dłoń tym, co nas bronili. A o kim to, Koteczku!?
Kręgosłup to oczywiście wewnętrzny kompas, który pozwala się zachować i reagować w momentach próby. Jest on zgodny z tym, co Zbigniew Herbert określił "potęgą smaku". Po prostu nie brać udziału w kiczu, bo kicz może być też polityczny i samorządowy, co widać na załączonych obrazkach. I oczywiście nie chodzi tu o to, czy radny myje ząbki, po godzinach ogląda porno, albo TVN, a wczoraj brzydko sklął namolnego sąsiada. To też nieładnie, ale najważniejsze, by w życiu samorządowym strzec dobra wspólnego. I wtedy urząd miejski może być "magistratem", radni "rajcami", a zarząd miasta – grupą "VIP-ów".
Marek Rapnicki

Inne artykuły w serwisie Publicystyka

Promocja książki Alfreda Nowaka pt. "W służbie człowieka"
2012-01-31
W Przedszkolu im. Elżbiety Sojki w Lubomi odbyło się spotkanie promocyjne książki pt. "W służbie człowieka" autorstwa Alfreda Nowaka. Zdjęcia - promocja książki "W służbie człowieka".

Jak utopić 30 milionów?
2012-01-27
W budowę aquaparku na Ostrogu magistrat włoży nie swoje, bo pożyczone pieniądze. Czy nam – raciborzanom opłaci się ten interes? - pyta w swoim felietonie Tomasz Szota.

Prof. Jan Miodek o chajtaniu się - LXXXII
2012-01-22
- Ostatnio zostałam upomniana, że używany na Śląsku wyraz chajtać, czyli pobierać się, wychodzić za mąż, powinnam pisać przez "ch", a nie tak jak zwykłam, przez "h"- pisze Czytelniczka portalu raciborz.com.pl. Zobacz, co mówi Prof. Jan Miodek.

Protest "pieczątkowy" trwa - pacjenci mają problem
2012-01-11
Ustawa refundacyjna, która weszła w życie 1 stycznia, spowodowała ogromne zamieszanie. Pacjenci mają problem z wykupem recept, na których widnieje pieczątka "Refundacja leku do decyzji NFZ".

List do redakcji: Miasto znów oszczędza na dzieciach?
2012-01-10
- Władze znowu wprowadzają oszczędności bo przecież trzeba się wozić nową bryką, a dzieciaki niech się nudzą całe ferie przed komputerem - pisze Czytelniczka o tegorocznej miejskiej ofercie na ferie zimowe.
2012-01-31
Promocja książki Alfreda Nowaka






















