Szukaj
   

Publicystyka

Dziennik prowincjonalny: co wolno wojewodzie...

2011-09-10

Coś mnie podkusiło, aby przystanąć na Rynku. Czy mogłem się spodziewać tego, co nastąpi?… Rześki poranek, gołębie i nieliczni przechodnie. Powiatowa sielanka... - felieton Marka Rapnickiego.

Zanim zdążyłem nacieszyć oko plakatem Festiwalu Bluesa, który mnie zatrzymał, od strony głównego deptaku nadszedł M. Stary znajomy, rencista, o zgrozo – rówieśnik. Duże obycie w świecie, wybitna inteligencja. Jeden z tych, niedocenionych, co to przerastają lokalny poziom dopuszczalnego wzrostu. Zawsze, odkąd pamiętam, dobrze nam się gawędziło. Gęby uśmiechnęły się nam na powitanie niemal jednocześnie. Po zapytaniu o zdrowie żon (wciąż młode i piękne) i kilku uwagach na temat ostatnio zrobionych zdjęć (sypie się ta nasza secesja!) przeszliśmy do dywagacji na temat wyższości brunello di Montalcino nad  wytworami równie szacownych domen znad dolnej Garonny.

Lecz nagle i niespodziewanie mój rzadko widywany rozmówca odezwał się w te słowa:

- Ty wiesz, że jestem wzorem łagodności… no, barankiem po prostu, i w gronie szerokiego kręgu przyjaciół stanowię wyjątek, gdy chodzi o zakaz kary śmierci. Jestem przeciw! Po prostu nie zgadzam się, ale – proroczo zawiesił głos – w jednym przypadku zrobiłbym wyjątek!

- ?!!! – moje zdumienie wynikało nie tyle z samego sensu tego, co usłyszałem, lecz z nagłej zmiany i – że tak powiem – przyśpieszenia tempa akcji. – Dla kogo, na miłość Boską?! – odpychałem od siebie myśl, że jednak inaczej, niż myślałem, zacznie się ten dzień.

- No, jak to!  …Tego, którego tak lubisz! – odparł M. z zaczepnym uśmieszkiem. – Tak, tak… Jarosława Kaczyńskiego – wyraz twarzy M. przypominał teraz minę chłopca przygotowującego się do zadania decydującego ciosu dręczonej żabie.

Byłem samym osłupieniem, więcej – pomnikiem osłupienia. Przecież już tyle razy mówiłem sobie: żadnych przypadkowych dyskusji politycznych, żadnego nawracania na wiarę, tłumaczenia z polskiego na nasze, de gustibus… i.t.d. Każdy ma swój rozum. A każda moja tyrada w obronie „ciemnogrodu” i „moherów” powiększała tylko gębę „taliba”.

- Ale dlaczego?! – próbowałem udać głupiego Jasia. (Tere-fere! Taki mol gazeciany i nie wie dlaczego!). Najwyraźniej jednak to nie był mój dzień.

- Tak jak Kaczyński mąci w głowach ludziom, to nikt w tym kraju! – oczywiście paść musiała druga nazwa naszej Ojczyzny, z lubością odmieniana przez przypadki ustami plemienia Nowoczesnych.

Jasne stało się teraz, że milczeć dalej nie mogę, zaatakowany znienacka! Nie mógłbym nawet, gdyby ktoś żądał kary powolnej śmierci, na przykład przez obcięcie języka, dla Stefana Niesiołowskiego! Wysilając oszołomioną atakiem mózgownicę, starałem się uniknąć kontrataku frontalnego (ta cisza i gołębie…).Wierny sposobom przetrwania Unkasa, ostatniego Mohikanina, spróbowałem rozbrajającego fortelu.

- M., Ty sobie otwórz ostatnie „Wprost”! Otwórz i poczytaj, ile też Donek pracuje w tygodniu. Dwaj dziennikarze się wysilili i…

- Żaden „Donek”! Widzisz, jak Ty szydzisz. Dlaczego Go obrażasz?! – M. teraz dopiero przystąpił do ataku nie na żarty.

- No, M., mówię „Donek”, wiesz przecież skąd…

- Nie masz prawa tak mówić! Jeśli już, to po prostu Prezes Rady Ministrów – instruował ochoczo M.

Powstrzymując śmiech, bom Gomułkowskiego chowu i „Prezes” przypomniał mi Józefa  Cyrankiewicza, najważniejszego prezesa naszego, mojego i M., dzieciństwa, usiłowałem dokończyć myśl… że tylko cztery dni, że piłka nożna, że wraca ten nowy prezes z Sopotu w poniedziałek wieczór do Warszawy. Ale nie, M. nie zamierzał słuchać i od wiadomości, ile „jego” premier spędza pochylony nad Polską, a ile w samolocie, w drodze do domu na Wybrzeżu i z domu do biura, oganiał się jak od szarańczy. Było jasne: premier Tusk pracuje ile trzeba, skoro mimo mącenia Kaczyńskiego, Polska tak kwitnie! Ale to mogłem już wyczytać wyłącznie z jego ciepło rozpromienionych oczu.

- Tak, tak – pokiwał mi palcem odchodząc – jeden wyjątek!… – ostatnie słowa zlały mi się z gruchaniem gołębi, które – wiadomo – latają dokąd chcą.

Marek Rapnicki


reklama
Wczytywanie...Dodaj komentarz >>

Inne artykuły w serwisie Publicystyka

Promocja książki Alfreda Nowaka pt. "W służbie człowieka"

2012-01-31

W Przedszkolu im. Elżbiety Sojki w Lubomi odbyło się spotkanie promocyjne książki pt. "W służbie człowieka" autorstwa Alfreda Nowaka. Zdjęcia - promocja książki "W służbie człowieka".

 
Jak utopić 30 milionów?

2012-01-27

W budowę aquaparku na Ostrogu magistrat włoży nie swoje, bo pożyczone pieniądze. Czy nam – raciborzanom opłaci się ten interes? - pyta w swoim felietonie Tomasz Szota.

 
Prof. Jan Miodek o chajtaniu się - LXXXII

2012-01-22

- Ostatnio zostałam upomniana, że używany na Śląsku wyraz chajtać, czyli pobierać się, wychodzić za mąż, powinnam pisać przez "ch", a nie tak jak zwykłam, przez "h"- pisze Czytelniczka portalu raciborz.com.pl. Zobacz, co mówi Prof. Jan Miodek.

 
Protest "pieczątkowy" trwa - pacjenci mają problem

2012-01-11

Ustawa refundacyjna, która weszła w życie 1 stycznia, spowodowała ogromne zamieszanie. Pacjenci mają problem z wykupem recept, na których widnieje pieczątka "Refundacja leku do decyzji NFZ".

 
List do redakcji: Miasto znów oszczędza na dzieciach?

2012-01-10

- Władze znowu wprowadzają oszczędności bo przecież trzeba się wozić nową bryką, a dzieciaki niech się nudzą całe ferie przed komputerem - pisze Czytelniczka o tegorocznej miejskiej ofercie na ferie zimowe.

 
Ostatnio komentowane artykuły
Polecane artykuły na forum
reklama
reklama
Promowane firmy

Na skróty

> o wydawnictwie - reklama w mediach - praca - kontakt <
Copyright © 2001 - 2012 Raciborskie Media  Raciborskie Media